![]() | |
| wyd. Zielona Sowa. 2012 |
Potrzeba czegoś więcej, by stać się legendą.
Powieści dystopijne są obecnie dla literatury młodzieżowej
tym czym były paranormal romance po ukazaniu się „Zmierzchu”. Sukces „Igrzysk
śmierci” zapewnił im miejsce na rynku wydawniczym i autorzy konsekwentnie z
niego korzystają. Niestety nie zawsze z dobrym skutkiem, czego przykładem jest "Rebeliant".
Niedaleka przyszłość. Miejsce znane niegdyś jako zachodnie
wybrzeże Stanów Zjednoczonych uwikłanie jest w wojnę z Koloniami.
Bohaterowie powieści: piętnastoletnia June – geniusz militarny
z bogatej rodziny oraz jej rówieśnik Day, przestępca poszukiwany przez rząd,
stoją po przeciwnych stronach barykady.
Ona pragnie szkolić się na żołnierza i wieść życie u boku
brata, Metiasa, kapitana armii Republiki. On usiłuje zdobyć lekarstwo przeciwko
epidemii, której ofiarą padł jego brat. Ich drogi krzyżują się, gdy Metias
zostaje zamordowany, a winą obarczony zostaje Day. Dziewczyna poprzysięga
zemstę na zabójcy ostatniego członka swojej rodziny.
Do zakupu książki przymierzałam się już od jakiegoś czasu,
ciągle jednak coś mnie o tego odciągało i teraz, gdy w końcu ją kupiłam
stwierdzam, że pieniądze można było spożytkować w dużo lepszy sposób.
Autorka trzyma się schematu, stara się nie wyjeżdżać poza
ustalone ramy. Wszystko wydaje się strasznie oklepane, nudne i przewidywalne. Mniej
więcej od ¼ książki ma się wyklarowane w głowie nadchodzące wydarzenia i aż
korci, by przeskoczyć o kilkadziesiąt stron do przodu, by przekonać się czy
miało się rację. Ja nie pomyliłam się prawie wcale, dlatego końcówka była
niesamowitą
męczarnią.
Bohaterowie przedstawiani w górnolotny sposób, w
rzeczywistości są płascy i niewyraziści. Mają wiele cech, ale nie posiadają charakteru.
Mój kolejny zarzut wobec książki tyczy się wątku miłosnego.
Cała ta otoczka dystopijnego państwa wykorzystującego swoich obywateli staje
się tylko tłem, gdy bohaterowie zaczynają darzyć siebie uczuciem. To jest już
jakieś fatum ciążące na literaturze młodzieżowej i pogrąża ją co raz bardziej.
Aspekt polityki i historii państwa potraktowany jest po
macoszemu. Autorka rzuca nam ochłapy ideologii kierującej przedstawicielami
władzy, nieudolnie stara się wykreować „jakieś tam” społeczeństwo. Miałam wrażenie,
że pisarka stara się przykryć brak pomysłu na rozbudowanie historii narracją
pierwszoosobową stosowaną naprzemiennie przez dwoje głównych bohaterów. Jest to tani zabieg, który o ile dobrze
sprawdził się w „Igrzyskach śmierci”, tutaj daje poczucie niedosytu (nie chciałam
robić porównania, ale na tej płaszczyźnie wydało mi się to nieuniknione).
Na zakładce z tyłu książki pod informacją o autorce,
wspomniane jest, że do napisania „Rebelianta” skłoniła ją relacja Jean
Valjean-Javert z powieści „Nędznicy”. Wydaje mi się to śmieszne i zuchwałością
jest przyznawać się do tego skoro stworzyło się zaledwie namiastkę namiastki,
tego co określało bohaterów Victora Hugo.
Na koniec chciałabym wspomnieć o korekcie książki, a raczej
jej braku. Literówki na porządku dziennym są brakiem poszanowania dla czytelnika
i mnie raziły bardzo.
Moja ocena: 2/6
Kilka słów nie związanych z tematem:
Trochę szkoda, że pierwsza recenzja, którą przedstawiam jest
niepochlebna, ponieważ może dać to mylny wyraz o tym jakim jestem czytelnikiem.
Tak naprawdę nie jestem czepialska i na wiele rzeczy potrafię przymknąć oko.
Jednak jeśli coś wybitnie mi się nie spodoba nie staram się usprawiedliwiać tego
w żaden sposób jak widać w zamieszczonej recenzji.
