wtorek, 9 kwietnia 2013

"Legenda. Rebeliant" - Marie Lu

wyd. Zielona Sowa. 2012

Potrzeba czegoś więcej, by stać się legendą.

Powieści dystopijne są obecnie dla literatury młodzieżowej tym czym były paranormal romance po ukazaniu się „Zmierzchu”. Sukces „Igrzysk śmierci” zapewnił im miejsce na rynku wydawniczym i autorzy konsekwentnie z niego korzystają. Niestety nie zawsze z dobrym skutkiem, czego przykładem jest "Rebeliant".

Niedaleka przyszłość. Miejsce znane niegdyś jako zachodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych uwikłanie jest w wojnę z Koloniami.
Bohaterowie powieści: piętnastoletnia June – geniusz militarny z bogatej rodziny oraz jej rówieśnik Day, przestępca poszukiwany przez rząd, stoją po przeciwnych stronach barykady.
Ona pragnie szkolić się na żołnierza i wieść życie u boku brata, Metiasa, kapitana armii Republiki. On usiłuje zdobyć lekarstwo przeciwko epidemii, której ofiarą padł jego brat. Ich drogi krzyżują się, gdy Metias zostaje zamordowany, a winą obarczony zostaje Day. Dziewczyna poprzysięga zemstę na zabójcy ostatniego członka swojej rodziny.

Do zakupu książki przymierzałam się już od jakiegoś czasu, ciągle jednak coś mnie o tego odciągało i teraz, gdy w końcu ją kupiłam stwierdzam, że pieniądze można było spożytkować w dużo lepszy sposób. 

Autorka trzyma się schematu, stara się nie wyjeżdżać poza ustalone ramy. Wszystko wydaje się strasznie oklepane, nudne i przewidywalne. Mniej więcej od ¼ książki ma się wyklarowane w głowie nadchodzące wydarzenia i aż korci, by przeskoczyć o kilkadziesiąt stron do przodu, by przekonać się czy miało się rację. Ja nie pomyliłam się prawie wcale, dlatego końcówka była niesamowitą 
męczarnią.

Bohaterowie przedstawiani w górnolotny sposób, w rzeczywistości są płascy i niewyraziści. Mają wiele cech, ale nie posiadają charakteru.

Mój kolejny zarzut wobec książki tyczy się wątku miłosnego. Cała ta otoczka dystopijnego państwa wykorzystującego swoich obywateli staje się tylko tłem, gdy bohaterowie zaczynają darzyć siebie uczuciem. To jest już jakieś fatum ciążące na literaturze młodzieżowej i pogrąża ją co raz bardziej.

Aspekt polityki i historii państwa potraktowany jest po macoszemu. Autorka rzuca nam ochłapy ideologii kierującej przedstawicielami władzy, nieudolnie stara się wykreować „jakieś tam” społeczeństwo. Miałam wrażenie, że pisarka stara się przykryć brak pomysłu na rozbudowanie historii narracją pierwszoosobową stosowaną naprzemiennie przez dwoje głównych bohaterów.  Jest to tani zabieg, który o ile dobrze sprawdził się w „Igrzyskach śmierci”, tutaj daje poczucie niedosytu (nie chciałam robić porównania, ale na tej płaszczyźnie wydało mi się to nieuniknione).
 
Na zakładce z tyłu książki pod informacją o autorce, wspomniane jest, że do napisania „Rebelianta” skłoniła ją relacja Jean Valjean-Javert z powieści „Nędznicy”. Wydaje mi się to śmieszne i zuchwałością jest przyznawać się do tego skoro stworzyło się zaledwie namiastkę namiastki, tego co określało bohaterów Victora Hugo.


Na koniec chciałabym wspomnieć o korekcie książki, a raczej jej braku. Literówki na porządku dziennym są brakiem poszanowania dla czytelnika i mnie raziły bardzo. 

Moja ocena: 2/6 


Kilka słów nie związanych z tematem:
Trochę szkoda, że pierwsza recenzja, którą przedstawiam jest niepochlebna, ponieważ może dać to mylny wyraz o tym jakim jestem czytelnikiem. Tak naprawdę nie jestem czepialska i na wiele rzeczy potrafię przymknąć oko. Jednak jeśli coś wybitnie mi się nie spodoba nie staram się usprawiedliwiać tego w żaden sposób jak widać w zamieszczonej recenzji.

 

niedziela, 7 kwietnia 2013

TOP 10 by pierwsze lody przełamać.


Ten wpis powinien powiedzieć trochę o tym w jakiej literaturze gustuje. Powinien, ale tego nie zrobi, ponieważ czytam dosłownie wszystko. Nie lubię się ograniczać do jednego gatunku. 

Jednak książki, które tutaj mam zamiar zamieścić zajmują specjalne miejsce w moim sercu. Są to wybory często nawet przeze mnie niezrozumiałe. Przy wyborze ulubionych książek kieruje się przede wszystkim pierwszym wrażeniem, ale najważniejszym kryterium jest to ile łez podczas czytania wylałam. Łez szczęścia, rozpaczy, dumy, łez uronionych hektolitrami podczas zaśmiewania się do utraty tchu.

Do rzeczy.

Absolutnie subiektywna lista moich dziesięciu ulubionych pozycji książkowych prezentuje się następująco (kolejność nie ma znaczenia):

 1.  Duma i uprzedzenie – Jane Austen
Totalna klasyka. Jedna z tych książek, których nieprzeczytanie powinno wywoływać na naszych policzkach rumieniec wstydu. Nie musi się podobać, ważne żeby znać jedną z najwspanialszych historii o miłości absolutnie nie od pierwszego wejrzenia. Powieść o konwenansach, o tym co wypada, a czego nie i by nie sądzić książki po okładce.
Kobieta, która powie, że nie poczuła iskierki czegoś więcej niż tylko sympatii do Pana Darcy’ego jest straszną kłamczuchą ;)


 2. Marina – Carlos Ruiz Zafon
Barcelona w latach 80. XX wieku opisana przez Carlosa Ruiza Zafona sprawi, że zaczniecie pakować walizki i szukać maszyny do podróży w czasie.
Razem z Oscarem Drai przeniesiecie się w świat podupadłych secesyjnych pałacyków, poznacie tajemniczą Marinę, a także przeżyjecie przygodę mrożącą krew w żyłach.
Zafon znany przede wszystkim ze swoich najpopularniejszych dzieł „Cień wiatru” i „Gra Anioła” mnie urzekł właśnie tą opowieścią.


3. Seria o Harrym Potterze – J.K. Rowling
Czy naprawdę trzeba tłumaczyć dlaczego zamieszczam ją na mojej liście? Czy jest coś co nie zostało jeszcze powiedziane na temat młodego czarodzieja, który czarował (i czaruje nadal) cały świat przez przeszło dekadę? Z tymi książkami wiążą się moje najwyraźniejsze literackie wspomnienia: 11 urodziny i pierwsze trzy części otrzymane w prezencie od wujka, czytanie po nocy przy świetle latarki, oczekiwanie na kolejne części, dorastanie wraz z bohaterami. Jeśli są książki, które w jakiś sposób ukształtowały mnie jako osobę to jest to z pewnością seria o Chłopcu, Który Przeżył. 

 4. Vaclav i Lena – Haley Tanner
Jeden z tych wyborów, których nawet samej sobie nie potrafię wytłumaczyć. Książka, którą przeczytałam stosunkowo niedawno, niecały rok temu.
Drugi czarodziej w zestawieniu. Literacki debiut autorki wciągnął mnie do świata rosyjskich emigrantów w Stanach Zjednoczonych, gdzie miałam okazję przyglądać się małemu chłopcu – Vaclavowi, który pragnął zostać najwspanialszym magikiem od czasów Houdini'ego oraz jego najlepszej przyjaciółce Lenie, uroczej asystentce.
Świat dzieci przedstawiony z perspektywy dorosłego, to nie miało prawa się udać. A jednak… Haley Tanner opowiedziała historię o wielkich marzeniach w okrutnym, wielkim świecie, okraszoną nutką magii na każdej stronie. 

5. Igrzyska śmierci – Suzanne Collins
Moje pierwsze spotkanie z dystopią w powieści. Jak najbardziej udane i zapadające w serce i pamięć na długi, długi czas. Książka, której nie trzeba przedstawiać nikomu kto chociaż trochę obraca się w kręgu literatury popularnej.
Główna bohaterka, Katniss, stała się moim talizmanem. Od momentu, gdy ją poznałam w chwilach, gdy jest mi ciężko i nie wiem co robić, zastanawiam się jak ona by postąpiła. Nieważne jak niedorzecznie to brzmi, tak właśnie ją odbieram.

6. Pokuta – Ian McEwan
O tym jak jeden nieprzemyślany ruch może zniszczyć życie bliskim osobom.
Nie jestem zwolenniczką powieści, gdzie wojna odgrywa większe znaczenie, jednak ta książka urzekła mnie całkowicie. Wylewałam łzy przeklinając bohaterów, dochodząc do smutnych wniosków, godząc się z losem i wybaczając czasem w ich imieniu.

7. Sen nocy letniej – William Szekspir
Książka przy której zaśmiewam się do łez zawsze, gdy tylko wezmę ją do ręki. Niesamowita komedia omyłek, baśniowa kraina pełna faunów i wróżek przeplatająca się ze światem przyziemnym.
Wielkie zaskoczenie dla kogoś komu Szekspir kojarzy się tylko z nudnym, szkolnym obowiązkiem. 

8. Nędznicy – Victor Hugo
Dzieło absolutne. Trzeba być geniuszem by stworzyć tak wielowątkowe dzieło nie gubiąc przy tym sensu. Powieść ku pokrzepieniu serc, przynajmniej w moim odczuciu. A wszystko zaczęło się od kradzieży bochenka chleba…

 
9. Trylogia Diabelskie Maszyny – Cassandra Clare
Dlaczego? Wierzcie mi, sama zadaję sobie to pytanie. Każda część wprawia mnie w tak niesamowicie intensywne emocje, że sama nie potrafię siebie kontrolować. Wiktoriańska Anglia, świat demonów, Nocni Łowcy, tajemnice, wrogowie, przyjaźnie na śmierć i życie oraz wielka miłość czasami w najokrutniejszym wydaniu. Do bohaterów przywiązałam się tak mocno, że gdy przyszło mi się z nimi żegnać całkiem niedawno po premierze ostatniej części, nie mogłam dojść do siebie przez dwa dni.


10. Zabić drozda – Nelle Harper Lee
Książka, która obudziła we mnie fascynację małymi amerykańskimi miasteczkami w XX wieku. Nie ma potrzeby pisania o czym jest ta opowieść, byłyby to tylko puste słowa i nawet w połowie nie oddałyby jej ducha. Pamiętam, że jako 12-letnia dziewczynka byłam głęboko zszokowana wydarzeniami dziejącymi się na kartach tej powieści, nie potrafiłam wyobrazić sobie tak jawnej nietolerancji i niesprawiedliwości. 

To by było na tyle. Aż sama się sobie dziwię, że ułożyłam tę listę z tak wielkim spokojem, bez żadnych wątpliwości czy chęci zamiany jakiejś książki na inną.